Wiele osób chce być jak Neo i pokonać Matrixa, naginając i przekraczając prawa, którymi rządzi się system. W sumie, nie jest to nic, czego byśmy się nie spodziewali. Są reguły – znajdą się i ludzie, którym przyjemność będzie sprawiało ich łamanie.
Na forach takich jak blackhatworld.com gromadzą się zwolennicy tego typu podejścia i wymieniają informacjami o nowych sposobach na oszukanie wyszukiwarek. Myślę, że prawdziwych mistrzów czarnej magii tam nie spotkamy – ci zapewne nie ogłaszają się tak otwarcie i udostępniają swoją wiedzę – lub raczej tylko usługi – wybranym, za odpowiednią opłatą. Ale czy oni mimo wszytko mogą zagwarantować zleceniodawcy sukces?
Jedno jest pewne i widać to po przeczytaniu kilkunastu wątków na takim forum – w tej dziedzinie, tak jak w tej przeciwnej, jest miejsce dla ludzi błyskotliwych.
Poniżej przedstawiam stare dobre strategie Black Hat SEO. Przyznam, że kilku z nich sam nie znałem. Przypuszczam też, że są one tak stare, że spece z szarej strefy omijają je z daleka. W niektórych przypadkach ustaliłem, że niektóre z tych technik są znane mniej więcej od połowy lat 90-tych (ustalenia mogą być niedokładne, a techniki w kręgach wtajemniczonych mogły oczywiście być znane znacznie wcześniej).
Ale – to, co stare zawsze może być nowością dla początkujących, którzy poszukują takich metod…
Więc dla przypomnienia lista sztuczek black hat, które wszyscy znają, o których Google już dawno wie i które po zastosowaniu mają największe szanse zwrócić się przeciwko tobie i zrobić ci kuku ;)
- Przesycenie treści słowami kluczowymi. (Pierwsze wzmianki: 1996)
- Zastosowanie znacznika
marquee– tego nie znałem. Polega to na tym, że ten znacznik można zmniejszyć za pomocą CSS do rozmiarów piksela i ukryć w ten sposób wewnątrz niego tekst ze słowami kluczowymi. - Zastosowanie znacznika
noscript– tego również nie znałem. Większość osób ma włączoną obsługę skryptów, więc nie zauważą tekstu ukrytego w tym znaczniku. Jest za to nadzieja, że roboty wyszukiwarek wezmą ten ukryty tekst pod uwagę. Ten i poprzedni sposób znalazłem na seokrakow.pl. - Używanie nagłówków niezgodnie z ich przeznaczeniem, czyli umieszczanie ich wewnątrz tekstu i takie formatowanie za pomocą CSS, aby nie było tego widać.
- Kopiowanie innych stron i wstawianie do nich linków do pozycjonowanej strony. (Pierwsze wzmianki: 1996)
- Zakup linków. Serwisy takie jak monsterbacklinks.com oferują usługi tego typu na skalę masową. W pakietach otrzymuje się kilkaset lub więcej linków (zwykle po kilkadziesiąt z jednej domeny). Nie wydaje mi się, żeby linki tego typu były umieszczane na „prawdziwych” stronach, ale raczej na różnego rodzaju sztucznie tworzonych i generowanych farmach linków.
- Uczestnictwo w systemach wymiany linkami (SWL) – w październiku 2010 pojawił się na oficjalnym blogu Google wpis, w którym przypominano o karach dla stron uczestniczących w wymianie linkami.
- Spamowanie w komentarzach na blogach – własnoręcznie, przez wynajęte osoby lub za pomocą specjalnych programów. (Pierwsze wzmianki: 1996)
- Doorway pages – przygotowanie strony zoptymalizowanej pod kątem określonych słów kluczowych, która po kilku sekundach automatycznie przekierowuje na pozycjonowany artykuł. (Pierwsze wzmianki: 1994)
- Całkowicie automatyczne generowanie stron – generowanie treści, która dla człowieka jest prawie zupełnie bezsensowna, ale dla robota wygląda jak prawdziwa strona i umieszczanie na takich stronach linków do pozycjonowanego miejsca.
- Ukrywanie słów kluczowych za pomocą niewidzialnego tekstu – chyba najbardziej znana metoda: biały tekst na białym tle, przesunięcie elementu za pomocą CSS poza ekran lub umieszczenie słów kluczowych w niewidocznej warstwie.
- Cloaking – czyli serwowanie robotom wyszukiwarek innej treści niż zwykłym czytelnikom. (Pierwsze wzmianki: 1995)
Co ci zrobi Google jak cie złapie?
Google ma dwie nagrody dla osób, które w wyścigu o najwyższą pozycję wpadną na scinaniu zakrętów i korzystaniu ze skrótów (zwłaszcza tych opisanych powyżej): są to filtr oraz ban. Filtr polega na tym, że twoja strona będzie się pojawiała w wynikach, ale tylko na dalekich pozycjach. A ban, jak to ban – polega na całkowitym usunięciu twojej strony z indeksu.